“After life” prosta historia, czy czarna komedia o depresji?

“After life” Ricky’ego Gervaisa zaspokoi gusta miłośników miniseriali oraz tych co nader wszystko wysoce sobie cenią angielski humor. Przaśny, rubaszny i bardzo przewrotny. “After life”, choć opowiada o rzeczach smutnych, poprawia humor i sprawia, że człowiek uśmiechnie się do siebie. A w czasie pandemii i przymusowej izolacji są to kwestie fundamentalne. Aby nie zwariować. 

“After life” czarna komedia o depresji?

Główny bohater Tony ma powody do frustracji i smutku. Ukochana żona Lisa zmarła na raka, on sam jakoś nie widzi się w tym codziennym życiu. Nic go już nie cieszy, staje się zgorzkniały i złośliwy. Cierpi na niemedialną depresję. Próbuje nawet skończyć ze sobą, ale przecież “pies tak patrzył, jakby był głodny”, no i trzeba było ruszyć się po konserwę. “After life” to też prowincjonalna gazetka (“której nikt nie czyta”) i absurdalne tematy, które są odskocznią od rutyny dnia codziennego. Bo jak inaczej nie uśmiechnąć się na wieść o chłopcu, który gra nosem na flecie, albo niemowlak, który ma wąsy jak Hitler? Bo życie takie właśnie jest. Składa się z rzeczy ważnych i błahostek. W rezultacie przybierając słodko-gorzki smak. Lubię się posmucić, pośmiać i podumać.  I to mnie przekonuje. Serial nie pozostawia po sobie pustki, a to jest już bardzo wiele.

After life recenzja
Tony i Lisa (kadr z serialu “After life”)

“After life” czyli zwykły serial o zwykłych ludziach

Na czym polega fenomen serialu o zwyczajności? Nie ma w nim słynnych aktorów, a postacie dalece odbiegają od ideałów. Są takie swojskie. Może właśnie tego nam potrzeba? Oddechu i spokoju? Chwili na przemyślenia, czy warto gnać tak na łeb, na szyję i brać udział w wyścigu szczurów, czy może przystanąć i docenić to, co się ma? Zwykły serial o zwykłych ludziach, którzy mają w sobie ogromne pokłady wrażliwości.

After life - cmentarne rozmowy
“After life” – cmentarne rozmowy – Tony i Anne
Tony i listonosz Pat

“After life”  czy drugi sezon jest nam potrzebny?

“After life” to brytyjski miniserial z 2019 roku w reżyserii Ricky’ego Gervaisa. W zamierzeniu miał być tylko jeden sezon i właściwie to stanowi on jedną całość. Mam wątpliwość, czy aby drugi jest potrzebny, ale recenzje w sieci utwierdzają mnie w przekonaniu, że będzie warto go obejrzeć. “Przygotujcie zapas chusteczek” – czyżby szykowały się większe wzruszenia niż w pierwszym sezonie? “After life” zaskoczył mnie pozytywnie, podobnie jak “Ozark”, czy “Santa Clarita Diet”.

Jedna odpowiedź do ““After life” prosta historia, czy czarna komedia o depresji?”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *