Kler, film który obejrzeli już niemal wszyscy

Do kina poszłam i ja, bowiem zrobił się on naprawdę “hot” i chciałam także wziąć udział w toczącej się naokoło dyskusji. Media podają, że od premiery obejrzało go 1,7 mln widzów. To nie lada wynik, bo wiadomo, że nie napędziły go żadne wycieczki szkolne. Jeśli chodzi o mnie, to było mi naprawdę miło widzieć w kinie prawdziwy tłum, choć wybrałam się na niego 2 tygodnie po premierze, w dodatku w poniedziałek, w godzinach przedpołudniowych.

Kler – czy to dobry film?

Coraz więcej zaczynam myśleć, że najnowszy film Smarzowskiego nie powinien być odbierany w kategoriach “podoba się”, czy “nie podoba”. To film, który daje do myślenia, niezależnie od tego po której stronie barykady znajduje się człowiek. Role całej trójki, a nawet czwórki bohaterów zostały bardzo skrupularnie wyrysowane, ale wraz z rozwojem akcji białe przestaje być białym, a czarne czarnym. Robi się szarość. Oczywiście, że to satyra, i to bardzo gorzka, na Kościół i księży, obnażająca całą hipokryzję, która nawarstwiła się od lat w tej skostniałej nieco instytucji. Ale o dziwo, nie ma w filmie jadu, ani nadmiernego krytykanctwa. Księża to też ludzie i nie można ich szufladkować, są wśród nich ci, którzy świadomie wybierają zło – Braciak i Gajos, ale nie brak też tych, którzy chcą wziąć odpowiedzialność w swoje ręce (księża grani przez Więckiewicza i Jakubika).

W filmie jest chyba wszystko, o czym wiemy, nic tam nas nie powinno dziwić i raczej mało kogo zdziwi. Ot, skumulowane w jednym filmie wydarzenia ciężkiego kalibru oraz problemy i wątpliwości, które trapią społeczność młodych kleryków. Wszystkie wydarzenia ukazane w filmie wydają się wielce prawdopodobne. Mamy nawet absolutną pewność, że się wydarzyły.  Z pewnością nie wszystkie naraz, ale pojedynczo – wystarczy zrobić przegląd mediów z ostatniego roku, czy dwóch lat.

Kler, początkowa scena z filmu
Kler, początkowa scena z filmu

Kler – atuty filmu

Nadal twierdzę, że największa siła tkwi w aktorach, których  bardzo lubię. Dla mnie wybór i podział ról jest jak najbardziej zadawalający. Sporym atutem filmu jest jego złożoność – skomplikowana moralność, w której nic nie jest zero-jedynkowe. Oglądamy film i przez większość czasu jesteśmy dalecy od osądzania kogokolwiek – tu miał miejsce ciekawy zabieg reżyserski – zabawa z sympatią do bohatera. Reżyser bawi się emocjami w mądry sposób, bardzo fajnie to wyszło w przypadku postaci Andrzeja Kukuły (zagranej przez Jakubika) oraz księdza Lisowskiego, w którego wcielił się Jacek Braciak. Nie będę spojlerować, ani zdradzać fabuły – ale udało się w tym filmie zachować pewnego rodzaju równowagę. A to bardzo ważne, aby nie przejaskrawić całości. Choć większość zdarzeń była cieżkiego kalibru, to jednak widz także miał chwilę na oddech oraz możliwość uśmiechnięcia się od czasu, do czasu.

Nie było też epatowania naturalizmem i brutalnością. I to mi się podobało. Cała fabuła była bardzo swojska – pokazane zostało to, o czym słyszymy. Pedofilia z tym całym “zamiataniem pod dywan”, związek z kobietą i niechciana ciąża, przekupstwo, budowanie Świątyni Bożej bez względu na koszta, szantaże a nawet handel dziećmi.  Film wyłapuje sporo paradoksów, które przeszkadzają Kościołowi być postępową Instytucją. Chociażby takie zdarzenie – nie stroniący od alkoholu ksiądz, Robert Więckiewicz  namawia gospodynię do usunięcia ciąży (oczywiście na Słowacji lub w Czechach): – Dlaczego się nie zabezpieczyłaś? – Wiara mi nie pozwoliła.

Jest w tym filmie wszystko co najgorszego może się przytrafić. Nie wspominam o molestwaniu i tym błędnym kole, które zatacza historia przez te wszystkie skrywane tajemnice. Pojawił się także motyw sierocińca. Tego w w najgorszym wydaniu, rządzącego się obrzydliwymi bezdusznymi regułami, prowadzonym (o ironio losu) przez siostry zakonne.

Kler, ksiądz i jego gosposia
Kler, ksiądz i jego gosposia

Kler – zakończenie

(Uwaga, spojler) Zakończenie moim zdaniem miało wbić widza w fotel. Happy endu brak. Na otwarciu świątyni bohater, którego zdążyliśmy w końcu polubić i to chyba najbardziej  dokonał samospalenia. Akt ostateczny i nieodwracalny.  Z bezsilności? Z rozpaczy? Bo jednak się nie uporał z krzywdą wyrządzoną przed laty? Każdy musi odpowiedzieć sobie sam. Dlatego warto jednak pofatygować się na film do kina, aby w ciszy i spokoju móc go obejrzeć do końca i samodzielnie wysnuć wnioski, porozmyślać o tym, co nas otacza i co możemy zrobić, aby świat stał się choć odrobinę lepszy.

Janusz Gajos w Klerze stworzył ciekawą kreację
Janusz Gajos w Klerze stworzył ciekawą kreację

3 odpowiedzi do “Kler, film który obejrzeli już niemal wszyscy”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *