“W głębi lasu” – bardzo dobry polski serial Netflixa

“W głębi lasu” (“The Woods”) serial Netflixa miał premierę 12 czerwca. To kolejna, po brytyjskiej serii “The Stranger”  adaptacja thillera Harlana Cobena. Tym razem w polskiej wersji i z obsadą polskich aktorów (Agnieszka Grochowska, Grzegorz Damięcki). I jak na Cobena przystało,  jest to naprawdę kawał dobrego kryminału. 

“W głębi lasu” serial Netflixa – kto zabił i dlaczego?

To dobrze skonstruowany sztampowy thiller, którego zaskakująco dobrze się ogląda. Dwójka znajomych Paweł (Grzegorz Damięcki) oraz Laura (Agnieszka Grochowska) wiodą poukładane życie i można powiedzieć, że są ludźmi sukcesu. On jest prokuratorem, ona wykłada na uniwersytecie i jest żoną rektora. Nie byłoby jednak thillera, gdyby do bohaterów nie wróciły traumy z przeszłości i nie zburzyły tej sielanki. Ot, można powiedzieć klasyka u Cobena.

Fabuła “W głębi lasu” sięga 25 lat wstecz, kiedy to podczas obozu wakacyjnego zaginęła w lesie czwórka młodych ludzi. Dwa zmaskarowane ciała odnaleziono, a dwie osoby przepadły bez śladu. Kto zabił i dlaczego doszło do tak tragicznego wydarzenia? Czy pozostałe dwie osoby nadal żyją? Po 25 latach, proktrator Paweł Kopiński (niegdyś wychowawca na pamiętnym obozie) zostaje wezwany do zidentyfikowania zwłok 42-latka. Rozpoznaje bliznę na ramieniu bo taką samą miał zaginiony Artur Perkowski, syn sprzątaczki na obozie… I tak zaczyna się opowieść, powroty do przeszłości i na jaw wychodzą skrywane sekrety bohaterów. “Każdy ma jakąś tajemnicę” twierdzi Cezary Pazura, ojciec oskarżonego o gwałt studenta. W tych tajemnicach lubuje się właśnie Coben, a reżyser przeniósł nas w sentymentalną podróż do Polski lat 90.

“W głębi lasu” – relaks w domowym zaciszu

Serial składa się z sześciu odcinków i z łatwością można go obejrzeć w ciągu dwóch wieczorów. Mimo niewielkich niedociągnięć, to miło spędzony czas przed telewizorem. Mnie wciągnął i z przyjemnością śledziłam liczne retrospekcje, chcąc poznać zagadkę zniknięcia czterech młodych osób. Lubię takie elementy puzzli, które stopniowo składają się w jakąś logiczną całość. W przypadku “W głębi lasu” zagadka kryminalna  jest nadzwyczaj sprawnie poprowadzona. Oglądając, aż trudno mi uwierzyć, że to polska produkcja. Nic się nie składało do końca, aż do ostatniego odcinka.  I dobrze, bo najlepszy jest ten wyczekiwany element zaskoczenia. Ale ja lubię thillery i kryminały. Przeczytałam ich w swoim życiu naprawdę sporo i nie oceniam ich pod względem artystycznym, ale raczej patrzę jak na klasyki gatunku. Oznacza to jednak, że mam spore wymagania i wcale niełatwo mnie zaskoczyć.

I jeszcze ta ścieżka dźwiękowa, szlagiery lat 90. – dla mnie to była prawdziwa sentymentalna podróż. W końcu akcja toczyła się dwutorowo – w 2020 oraz w 1994 roku, kiedy miałam 14 lat i też słuchałam zespołu “Wilki” i “Hey”.

Harlan Coben zawarł z Netflixem umowę na pięć lat, na ekranizację 14 dzieł. “W głębi lasu” wyreżyserował Leszek Dawid  („Jesteś Bogiem”) i Bartek Konopka („Królik po berlińsku”).

W głębi lasu recenzja
W głębi lasu - Laura
W głębi lasu – Laura
W głębi lasu - Paweł
W głębi lasu – Paweł

“W głębi lasu” – zakończenie

Trzeba przyznać, że serial trzyma w napięciu do ostatniego odcinka. Coś tam się wyjaśnia, na jaw wypływają nowe fakty, dramaturgia rośnie, ale jeszcze nie jesteśmy wcale pewni kto zabił i czy w ogóle zabił. Równolegle toczy się jeszcze jeden wątek z oskarżeniem o gwałt na studentce syna celebryty (Cezary Pazura). Czy oba wątki połączą się w ścisłym finale? Czy coś z tego wyniknie?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *