“Wiedźmin” Netflixa – petarda, czy rozczarowanie?

“Wiedźmin”, czyli The Witcher made by Netflix miał szczęście, że udało mu się “wbić” w lukę – po “Grze o tron”. Oczywiście, nie uniknie porównania z tym serialem, ale moim zdaniem ogląda się go dobrze. Na pewno jest to niebo, a ziemia w porównaniu z pierwszą polską adaptacją książek Sapkowskiego. 

Wiedźmin – trochę efektów i skakanie po fabule

Jestem osobą, która książek Sapkowskiego nie czytała dlatego nie miałam jakichś wygórowanych oczekiwań. Nic mnie też tak jakoś nie rozczarowało. Przyjęłam z pokorą fabułę oferowaną przez producenta. Momentami nawet kojarzyło mi się to z grą.
Niewielka rola Macieja Musiała (był na początku i niebawem zginął) pozytywnie zaskoczyła. Ot, taki polski akcent. Aktor już miał do czynienia ze stacją, bowiem pierwszy polski serial Netflixa to była produkcja z jego udziałem. Zarzutem do serialu jest skakanie w czasie i “rozbijanie” fabuły. Jednym słowem, czasem ciężko się połapać, czy dana akcja dzieje się “kiedyś”, czy w czasach obecnych. Nie miałam jednak większych problemów z poskładaniem wszystkich tych elementów w całość. Na moje oko, było to nawet czytelne.

Witcher i wiedźma

Moim zdaniem pierwszy sezon to taki “warming up” – wiemy, że Sapkowski napisał wiele tomów przygód Wiedźmina. I ten fakt cieszy. Dość dobrze zrobiony, sympatyczny serial do oglądania we dwoje. Jest magia, piękne kobiety, niezłomny (aczkolwiek prawy i dobrze umięśniony bohater), księżniczki i jakiś tam odległy cel, do którego to wszystko zmierza. Jest też to, bez czego żaden serial urban fantasy nie może się obejść – nadchodzące zagrożenie, wojna, katastrofa. (Coś w stylu “The winter is coming”). Widz wciągany w różne epizody i przygody bohaterów, ma nadzieję, że wszystkie elementy jakoś na końcu się poskładają. Niektóre z wątków możnaby nieco bardziej rozwinąć, bo brakuje mi głębszych relacji z głównym bohaterem – Geraldem, wokół którego skupiać się powinna cała akcja.

The Witcher – wątki kobiece

Wątki kobiece są jak dla mnie dwa – Ciri i Yennefer. Nie wiem, czy tak jest oryginalnie w książce, ale dla dobra serialu takie rozłożenie akcentów bardzo mi odpowiada. Postacie kobiece są wyraziste i silne. W pierwszym sezonie są jedynie zapowiedzią – mam nadzieję, że przyjdzie im się rozwinąć i będzie bardziej wyeksponowany wątek relacji ich i Wiedźmina.

3 odpowiedzi do ““Wiedźmin” Netflixa – petarda, czy rozczarowanie?”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *