Wikingowie – serial na długie zimowe wieczory

O “Wikingach” było głośno już jakiś czas temu, kiedy w 2013 roku wyemitowano pierwszy sezon. Już wtedy chwycił za serca i przykuł uwagę kostiumami. Przyjął się i zagościł na dobre na naszych ekranach. Z początkiem 2021 roku Michael Hirst wypuścił 6. sezon Wikingów i wciąż są chętni, aby go nadal oglądać. Musieliśmy nadrobić zaległości i obejrzeć ciągiem produkcję. Globalnie zerknąć na całość. 

Wikingowie – serial wciąga natychmiast

Irlandzko-kanadyjski serial “Wikingowie” to zdecydowanie kawał solidnej rozrywki. I nieważne czy był to niskobudżetowy sezon, czy wysokobudżetowy. Wikingowie to idealna opcja na długie zimowe wieczory, kiedy z powodu lockdownu brak innych rozrywek, a kina wciąż zamknięte na cztery spusty. Serial ma jedną ważną zaletę – ciągle zaskakuje, a fabuła zawiera tak pożądane zwroty akcji. Z sezonu na sezon dodaje nowych bohaterów, ale jest to taki rodzaj sagi, do której się przyzwyczajamy i choć momentami irytuje, to jednak chcemy więcej i więcej.

Losy Ragnara Ladbroka i Lagherty są naprawdę absorbujące i przenoszą nas w daleką podróż do czasów Wikingów. Do Francji po Karolu Wielkim, angielskich hrabstw Wessex, Mercja, York, które ambitni władcy chcieli jednoczyć pod swoją koroną.  Choć serial odbiega momentami od prawdy historycznej to jednak oddaje klimat i cały koloryt tamtych czasów. (Podobnie jak Peaky Blinders, dzięki kostiumom przenosi nas w magiczne lata 20.) Czasów pierwszych wypraw, wielkich wojowników i wojowniczek, przepięknych łodzi wikingów, tarczowniczek i jarlów.  Warto zapamiętać kilka nazwisk takich jak Rollo, Floki, Althestan, Helga, Siggy, Bjorn oraz król Egbert.

Floki i Ragnar

Katheryn Winnick jako Lagertha LodbrokWikingowie a Gra o tron

Wikingowie to dla mnie taka “Gra o tron”. Obejrzałam wszystkie sezony obu produkcji i choćby twórcy nie wiadomo jak negowali, że się sobą nawzajem nie inspirują, to wiadomo, że gonili się z efektami oraz wątkami damsko-męskimi. Obie produkcje konkurowały ze sobą, i mniej więcej o to samo w nich chodziło. Kto dzierży władzę ten szczęśliwy, ale że czasy są niepewne, to sytuacja zmienia się dynamicznie i ciągle jest co robić i do czego aspirować. Jak już się zdobędzie tron, to trzeba go bronić przed innymi, żądnymi władzy. A takich nie brakuje.

W pierwszych częściach śledzimy losy Ragnara oraz jego bliskich (uwielbiam tę postać, choć w 4. sezonie już mnie naprawdę drażniła), w kolejnych przyglądamy się losom jego synów: Bjorna, Ubbe, Hvitserka, Sigurda oraz Ivara bez kości. Ta historia zdaje się nie mieć końca, a intrygi mnożą się z dnia na dzień. Serial jest pełen bitew, krwawych rytuałów, ale nie brakuje też dobrze poprowadzonych intryg oraz mocnych postaci kobiecych.  Pierwsze sezony oglądałam głównie dla Lagherty, czyli pierwszej żony Ragnara Lodbrocka oraz dla niego samego. Nie ukrywam, że bardzo lubię jak kobiety obsadzone są w rolach bohaterek silnych, a nie sprowadzone jedynie do roli ofiar.

Wikingowie, czyli saga o ludziach Północy

Kiedyś zaczytywałam się w książkach z serii “Saga o ludziach lodu”. To był hit na miarę Harlequinów! Trzeba przyznać, że bohaterowie z dalekiej Danii i pozostałych krajów Północy trochę mi ich przypominają. Bo kim byli Wikingowie? Otóż, to głównie rolnicy i wojownicy. Wierzący w Thora i Odyna i szereg innych bóstw (pamiętacie serial Ragnarok, czyli narodziny Thora?). Ragnar nie jest tylko łupieżcą i zabijaką. Nie jest także fanatykiem religijnym, choć wiele osób widzi w nim potomka Odyna. Jego postać wybija się na tle innych. On jest po prostu nowoczesny jak na tamte czasy. Otwarty na inne kultury i marzący o podróżach Ragnar (wyprawa do państwa Franków, czyli do Paryża to było jego największe marzenie,  a najlepszy przyjaciel to chrześcijanin). To przede wszystkim odkrywca i zaskakująco zabawny ojciec.

Serial okrucieństwo pokazywał równo – wikingowie mieli swoje krwawe rytuały z poświęcaniem ludzi dla bóstw, ale chrześcijanie nie byli gorsi – samobiczujący się fanatycy religijni, którzy krzyżowali niewiernych. Naprawdę musiałam zamykać oczy w wielu odcinkach. Ale tak mogło to wszystko kiedyś wyglądać, a ja  byłam skłonna “przymknąć na to oko”, a nie zaprzestać oglądania odcinków.

Aslaug i Ragnar

Jedna odpowiedź do “Wikingowie – serial na długie zimowe wieczory”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *